• Wpisów:7
  • Średnio co: 42 dni
  • Ostatni wpis:318 dni temu
  • Licznik odwiedzin:1 506 / 339 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Cześć Kochani! Przepraszam Was za taką długą nieobecność tutaj! W moim życiu przeżywam teraz bardzo gorący okres. Nadmiar obowiązków. W szkole miałam trochę nauki, musiałam do drugiej szkoły napisać 2 zaliczenia + przyjaciółka mnie poprosiła, żeby takiej koleżance napisała 3 prace. Dopiero co skończyłam pisać więc postanowiłam, że skoro mam troszkę czasu zajrzę do Was.
Ostatnimi czasy jak już wyżej wspomniałam dużo się dzieje. Moja przyjaciółka, którą traktuję jak siostrę postanowiła rzucić szkołę i wyjechać za granicę. Osobiście uważam, że to największa głupota jaką może zrobić. Muszę do niej pojechać i z nią porozmawiać. I to jak najszybciej!
M. (patrz kilka postów szybciej) odezwał się do mnie Sylwestra. Złożył życzenia i ja mu też i tak gadka poleciała, że dziś piszemy. W sumie jest prawie tak jak dawniej. Dalej mamy taki super kontakt. Skoro napisał to nie chcę tej znajomości kolejny raz spieprzyć, szczególnie, że wyjeżdża za 2 tygodnie. Muszę zaproponować spotkanie jeszcze przed jego wyjazdem.
K. wbił do mnie na noc jak rodziców nie było. Nic się takiego nie działo. Ja nic takiego nie chcę. Nie potrzebuję, ale chyba nie potrafi tego zrozumieć, ale co mu na to poradzę, jego problem. Nie może mnie przecież do niczego zmusić.
Mam nadzieję, że ponaprawiam relacje ze wszystkimi, na których mi zależy. Postanowienie na 2017! A wy jakie macie postanowienia? Ponadto zostałam zaproszona na 18-nastkę takiej koleżanki, po której się nie spodziewałam, że mnie zaprosi. Miło mi się bardzo z tego powodu zrobiło. Kolejne niespodziewane zaproszenie w tym roku. Tyle tytułem wstępu. Postaram się tu zaglądać częściej! Trzymajcie się ciepło, bo pogoda nas nie rozpieszcza.
Zostawiam Was z obrazkiem, który pokazała mi taka dobra kumpela. Miałam łzy w oczach, bo przypomniały mi się pewne sytuacje z minionego roku. Ten obrazek zmusił mnie do refleksji i mam zamiar tak żyć w tym roku!

 

 
5.
Witajcie!
Zgodnie ze wcześniejszą zapowiedzią poniższy wpis będzie pierwszą częścią mojego podsumowania roku, ale na początku chce jakoś ogólnie o nim napisać. Rok 2016 był hmm… wspaniały, intensywny, szalony, pełen spontanów. Niestety znalazło się tam trochę nieprzyjemnych sytuacji, ale inaczej się da, bo przecież nie ma róży bez kolców.
Dzisiejszy post będzie obejmował wszystkie wydarzenia do wakacji.
Zacznijmy od początku:
Nowy Rok powitałam w towarzystwie mojej (teraz już byłej przyjaciółki) Gabryśki i jej chłopaka. Byliśmy w klubie i z tego co pamiętam to nawet fajnie było. Jedyne co mi się nie podobało to to, że podczas powitania nowego roku i ogólnie w czasie całej imprezy dość często się całowali, wprawiając mnie w zakłopotanie. Rozumiem para i wgl ,ale bez przesady. W sumie sama to sobie zafundowałam, bo przecież mogłam gdzieś indziej pójść. W styczniu zaczęłam ćwiczyć, chodzić na siłownię. Były urodziny G. i musiałam znosić jej inną przyjaciółkę, z którą się nie lubiłyśmy.
Luty: w sumie udany miesiąc, bo ferie. Wyjazd w góry, do przyjaciółki. Fajnie spędzony czas.
Marzec – wielka rewolucja. W tym czasie ostatecznie skończyłam przyjaźń z G. „Rozstałyśmy” się po potężnej kłótni, która była o wszystko. Zaczęło się od dni otwartych, a skończyło na całkowitym zerwaniu kontaktu. W drugi dzień świąt Wielkanocnych poznałam osobę, która odmieniła moje życie. Od razu z K. złapaliśmy wspólny język. Zaiskrzyło. Pamiętam jak się jarałam, jak napisał do mnie następnego dnia na snapie. Myślałam wtedy, że jest ideałem, bo taki się wydawał i traktował mnie jak księżniczkę. Starał się o mnie. Przeżyłam z nim cudowne chwile. Jednak miał jeden poważny minus – brał. Dla mnie to jest nie do przyjęcia. Wszystko zrozumiem naprawdę. Tylko nie to.
Kolejny miesiąc rozpoczęłam pożegnaniem z K., bo wyjeżdżał za granicę. Myślałam, że umrę z tęsknoty. Teraz na tą myśl się uśmiecham, bo nie mogę uwierzyć, że byłam taka naiwna. Co ja sobie myślałam?! Że dla mnie przestanie to robić?! Że jestem wyjątkowa, że mnie kocha ?! Pierdolenie o Szopenie za przeproszeniem. Gówno prawda, ale każda tak myśli. Skończyłam chodzić na siłownię, bo stwierdziłam, że się wypaliłam. W między czasie zaczęłam pisać z moim byłym <kolejna głupota>. On jakimś sposobem dowiedział się, że kręcę z kimś i mnie straszył, że z tęsknoty za mną się zabije. Jakoś żyje do tej pory xD. Wysyłał mi po nocach jakieś smutne obrazki, próbując utworzyć we mnie jakieś poczucie winy, ale tym razem mu się nie udało. Miałam wyjebane. Podczas jednej z zabaw rozmawiałam na temat K. z jego „przyjacielem”. Słowo przyjaciel piszę w cudzysłowie, bo sami później zobaczycie jakie wyniknęły z tego wszystkiego cyrki. Mówił mi, że z nim pogada, że pomożemy mu razem przestać brać itp. Bawi mnie to teraz naprawdę.
Weekend majowy – oczekiwanie na K. Do dziś pamiętam jak dzwonił do mnie narąbany i mówił mi jak bardzo by chciał być teraz przy mnie. Hahahha. Kiedy wrócił to zamiast spotkać się ze mną poszedł z kolegami %% i to wszystko inne. Mnie miał daleko w poważaniu. Później juwenalia, urodziny, pierwszy rzyganie po alkoholu… Powrót na siłownię, miało już wszystko wrócić do normy… No właśnie. Miało. Końcówka maja – wyjazd w Pieniny. Strasznie chciałam jechać, ale kolejny raz okazałam się nieodpowiedzialna – biegnąc przez tory z bagażami skręciłam kolejny raz staw skokowy i jeszcze łudziłam się, że mi przejdzie. Gdy usiadłam w pociągu na podłodze, bo nie było miejsca nigdzie indziej ze łzami w oczach musiałam przyznać, że jadę do szpitala, bo mi spuchnęła noga. Wysiadłam na najbliższym przystanku i z powrotem do domu. Mama jak się dowiedziała to myślałam, że mnie tam udusi, ja też cierpiałam, ale nie z powodu bólu fizycznego, ale psychicznie – miałam tyle planów. Jak to w życiu bywa nieszczęścia chodzą parami – leżąc w domu byłam bezbronna, okazało się, że ten „przyjaciel” K. naopowiadał jakichś głupot o nim i powiedział mu, że to ja rozpuściłam plotki. Uwierz mu, nie mi. Zabolało, ale w sumie mu się nie dziwię. Bardziej się ufa przyjacielowi, z którym się ktoś zna wiele lat niż dziewczynie, która jest trochę młodsza i w dodatku niedawno poznana. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie odzywał się. Zero kontaktu, ja też nie miałam jak się dowiedzieć, bo byłam uwięziona w domu. Dobrze, że byli przy mnie przyjaciele (w tym wymieniony w innym poście M.). Wzięli mnie do samochodu i zabrali na taki punkt widokowy. Jeden wziął mnie na ręce i zaniósł na samą górę, z której widok był oszołamiający. Cieszę się z takiego zakończenia miesiąca.
No i wisienka na torcie – czerwiec. Nogę już miałam zdrową, więc wróciłam do codziennego życia. Zaczęły się zabawy, ogniska, bo zrobił się luz w szkole. Podczas jednej zabawy u mnie we wsi, zrobiłam coś moim zdaniem bardzo odważnego, a mianowicie, wiedząc, ze K. wyjeżdża następnego dnia postanowiłam z nim to sobie wyjaśnić. Przyszedł na chwilę do naszej paczki i zrobił coś, co bardzo mnie zabolało – rzucił krótkie cześć do wszystkich i nawet na mnie nie spojrzał. Posiedział chwilę i powiedział, że się zbiera. Pomyślałam teraz albo nigdy. Zapytałam jeszcze koleżankę i kolegę, którzy znali dobrze sytuację, co mam zrobić a oni do mnie zgodnie – idź. No to poszłam. Powiedziałam, że chcę porozmawiać, a on mi odpowiedział, że nie mamy o czym <facepalm>. Przytulił mnie tylko i powiedział, że będzie dobrze. Aha, spoko. Się wysiliłeś naprawdę. Nic nie zrobiłam – odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do znajomych. Pierwszy raz poczułam jak ogromny kamień spada z hukiem z mojego serca. Odżyłam – byłam szczęśliwa. W końcu. Mogłam w tym momencie zakończyć z nim znajomość. Przegapiłam najlepszy ku temu moment. Mogłam nie odbierać telefonów od niego jak następnego dnia dzwonił do mnie z przeprosinami i chęcią spotkania. Mogłam się z nim nie spotykać. No właśnie – mogłam. Jak zwykle zrobiłam po swojemu. Wybaczyłam, spotkałam się, dałam się przeprosić. Masakra. Po co? NIE WIEM. W tym samym czasie pokłóciłam się na stałe z moim byłym. Urwaliśmy kontakt i dobrze. Po co wchodzić drugi raz do tej samej rzeki?
No to trochę się spisałam Masakra dopiero teraz do mnie dociera moja głupota i naiwność. Mam nadzieję, że chociaż niektórzy z Was dotrą do końca tego posta, bo mam świadomość tego, że jest baaaardzo obszerny. Miłego czytania !
Kilka zdjęć moich z tego okresu roku






 

 
4.
Cześć i czołem!
Ostatnimi czasy dużo się dzieje, więc wybaczcie moją nieobecność tutaj. Przygotowania do świąt, później Wigilia i te sprawy sami zresztą wiecie.
Korzystając z tego, że jeszcze nie śpię postanowiłam tu zajrzeć. Jeszcze dzisiaj, bo jest dość późno (1:20) wrzucę pierwszą część cyklu podsumowującego mój rok. Postanowiłam napisać o moim roku, bo na świętach miałam czas, żeby sobie ten kończący się rok przeanalizować. Tak więc do zobaczenia w kolejnych postach. Miłej nocy kochani, a tym co będą czytać to rano, życzę miłego i owocnego dnia !
Jeszcze na zakończenie motywujący obrazek.
 

 
3.
Cześć! Na początku tego wpisu chcę Wam serdecznie podziękować za komentarze. Bardzo mnie to cieszy, że chcecie podzielić się ze mną swoją opinią i dzięki temu mogę popatrzeć na coś z innej strony niż zwykle
Dzisiejszy post będzie o spełnianiu marzeń, bo wczoraj zrobiłam pierwszy krok do zrealizowania jednego z nich. Zacznę od początku. Urodziłam się w czasach Małyszomanii. Od najmłodszych lat w zimowy każdy weekend zasiadałam przed telewizorem z moim dziadkiem (swoją drogą dzięki niemu pokochałam skoki narciarskie) i kibicowałam co sił naszym zawodnikom. Marzyłam, żeby móc znaleźć się wśród kibiców będących pod skocznią. Bardzo wzruszał mnie moment, gdy zawodnik Polski stawał na podium w Zakopanem. Od zawsze chciałam tam pojechać. Jednak nigdy nie miałam takiej możliwości. Niedawno wpadłam na kolejny głupi (zdaniem mojej mamy) pomysł. A mianowicie wyjazd na konkurs do Zakopanego. Wraz z koleżanką zaczęłyśmy zbierać ostatki naszych oszczędności i w końcu udało się! Jedziemy!
Jestem mega szczęśliwa. Życzę Wam tego samego. Spełniajcie nawet te głupie i szalone marzenia. Żyjcie chwilą. Nie dajcie się ustawiać i żyć tak jak inni od Was oczekują. Pamiętajcie - życie macie tylko jedno i to Wasza sprawa jak je przeżyjecie.
P.S. jedzie ktoś z Was też na konkurs indywidualny 22 stycznia do Zakopanego?
P.S.2 Mama nic nie wie o konkursie i raczej jej powiem jak dopiero wrócę z Zakopanego


 

 
2.
Siemaneczko!
Dzisiejszy post chcę poświęcić na kogoś mega ważnego w moim życiu. To wpis o moim przyjacielu. M jest ode mnie 4 lata starszy. Poznaliśmy się dawno temu, ale jakoś nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktu. Później zaczęłam się kumplować z koleżanką z gimnazjum i dzięki niej w sumie tak się zaprzyjaźniliśmy. Codziennie pisaliśmy, zawsze rano pisał mi miłego dnia. Bardzo się przywiązałam. Mieliśmy świetny kontakt. Mówili o nas, że jesteśmy jak rodzeństwo. Niektórzy mówili, że będziemy parą. W sumie on chciał, ale ja nie. Nie chciałam mimo, że jest cudownym chłopakiem to wiedziałam, że związek ze mną byłby krzywdzący dla niego. Nie chciałam niszczyć między nami tak wspaniałej relacji w jakiej byliśmy. Serio. Później jemu się podobała inna. Nie powiem byłam lekko zazdrosna, ale o to, że nie spędzałam już z nim tyle czasu co kiedyś. Ach to przyzwyczajenie Kiedy dowiedziałam się jaka jest laska, która mu się podoba podpita mówiłam mu o tym. Do dziś pamiętam jego słowa: "Ona jest aniołem, nie znasz jej." Niestety miałam rację. Troszkę się załamał, ale cóż takie jest życie. Niestety od jakiegoś czasu nie piszemy ze sobą. Mimo, że kiedyś byliśmy sobie tak bliscy teraz nie mamy praktycznie kontaktu. Ja szkoła, on praca. Przykro mi, bo to naprawdę super kumpel i zawsze mogłam na niego liczyć. Kocham Go... Jak brata, którego nigdy nie miałam. Nie wiem co mam zrobić. Chcę by było tak jak dawniej. Ale przecież to
"co mieliśmy, kim byliśmy nie wróci już. Nigdy więcej." A może święta to dobry czas, żeby naprawić tą relację? Eh...
Chętnie dowiem się co sądzicie na ten temat !
Dobranoc
  • awatar Gość: jak mnie drażnią friendzony i strona w tej relacji, która tak bardzo przez swój egoizm chce mimo jasnych sygnałów utrzymywać to toksyczne gówno. Przyjaźń damsko-męska jest możliwa, ale do pewnego momentu. Później trzeba albo jasno określić sprawę, albo kurwa rozejść się, każdy w swoją stronę. Jeżeli się nie odzywa to może nie potrzebuje tego, daj mu żyć, a jeśli tak bardzo Ci zależy, to pomyśl czy mogłabyś go stracić na zawsze i czy mogłabyś żyć swoim życiem, kiedy on będzie miał swoje. Jeżeli odpowiedzi brzmią nie to zadaj sobie pytanie co tak właściwie stoi na przeszkodzie, żeby z nim być. Jezu, to jest takie proste przecież. Trochę się uniosłem, ale sam wychodzę z takiego bagna i wkurwia mnie okropnie takie coś. rozwiąż to jakoś, albo całkiem zostaw i daj żyć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
1.
Witam w moim pierwszym "prawdziwym" poście. Na początek chcę Wam troszkę o sobie opowiedzieć Mam na imię Kinga, za niecałe pół roku skończę 18 lat. Uczę się w Liceum na profilu językowym (chociaż tłumacz ze mnie raczej marny ). Mieszkam na południu Polski w malutkiej wsi. Oprócz liceum uczę się fotografii (postaram się umieścić moje zdjęcia). Mam wiele marzeń, które staram się za wszelką cenę realizować. Uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Stworzyłam listę rzeczy, które chce zrobić przed 30-stką. Mam nadzieję, że mi się uda je wykonać.
Jestem osobą z natury pozytywnie popier**loną przynajmniej tak uważa wiele osób. I w sumie mają rację, ale jak każdy mam słabe momenty w życiu czy depresyjne stany. Najczęściej jest to spowodowane osobami, które są dla mnie ważne i z racji tego się o nich strasznie martwię.
Na dobranoc umieszczam Wam jeden z wielu moich ulubionych cytatów: „Sam bądź zmianą, którą chcesz dostrzec we wszechświecie.”
Dobranoc
 

 
Cześć!
Postanowiłam założyć tego bloga, żeby po prostu podzielić się trochę własnym życiem taki jakby mini pamiętnik. Mam nadzieję, że ktoś z Was będzie chciał czytać te marne wypociny
Każdy znajdzie tu coś dla siebie, bo jestem osobą "łapiącą dużo srok za ogon na raz", zresztą sami się przekonacie w kolejnych wpisach !
#diary #beginning #pamiętnik #początek #myway
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›